[ Pobierz całość w formacie PDF ]

możliwe, że rano zostawiłam zbuntowanego potwora, a po
południu zastaję układne miłe dziewczę? Zapłacę każdą cenę,
bylebym tylko się tego dowiedziała.
- No cóż, jak przypuszczam, niechcący użyłam
właściwych argumentów - powiedziała zagadkowo moja
mama.
- Na przykład prania mózgu? - usiłowałam błysnąć.
- Właściwie to Marysia sama zmieniła zdanie, po tym jak
doszła do wniosku, że ta wieś może kryć w sobie atrakcje,
jakich nie brała pod uwagę. A tak a propos, dostałaś przesyłkę.
- List?
- Paczkę. Przyniósł ją syn tej twojej koleżanki, Aucji.
Mówił, że miał być jutro, ale pozmieniały się mu plany, a nie
mogli się do ciebie dodzwonić na komórkę.
- Rzeczywiście, wyładowała mi się. Trafił bez trudu? -
Trafił... i to jak!
- Co masz na myśli? - Zajęta snuciem domysłów, co się
stało Marysi, jakoś tak pobieżnie słuchałam mamy i nie od
razu załapałam, co mi chce przekazać. - Zaraz, zaraz! - W
końcu coś zaczęło mi świtać. - Czy ty chcesz mi powiedzieć,
że wystarczył widok Norberta, żeby Marysia zmieniła zdanie?
- %7łałuj, że jej nie widziałaś. - Mama prychnęła śmiechem.
- Jak go zobaczyła, to jakby w nią grom strzelił. A że przyszła,
gdy chłopak już pił herbatę, nie miała pojęcia, kto to jest.
Dopiero jak sobie poszedł, wyjaśniłam jej, skąd
przyjechał. I jak widać, wieś nagle przypadła jej do gustu.
- No to ładnie! - Złapałam się za głowę. - Już rozumiem, o
jaką dziką i silną naturę jej chodziło. Mamo, teraz to ja nie
wiem, czy nadal chcę tam się wyprowadzić. Uparta nastolatka
to jedno, ale uparta napalona nastolatka to już zupełnie inna
para kaloszy.
- Majka, jak ty się wyrażasz? - żachnęła się mama, ale
zaraz potem się roześmiała. - Cóż, spójrz na to inaczej: po
prostu pierwsze koty za płoty. Takie zakochanie nigdy nie
trwa długo, a zanim jej przejdzie, już się tam przymieszka,
nawiąże nowe znajomości i nie będzie chciała wracać. Ale
chyba przyznasz, że gust ma całkiem niezły. Ten Norbert jest
całkiem niczego sobie...
- Mamo - przerwałam jej zaskoczona - jeszcze trochę i
zacznę cię posądzać o nieprzyzwoite myśli! To przecież
dzieciak!
- Ale sama przyznasz, że jak na dzieciaka...
- Tak, tak, nie dziwię się Marysi i nieraz sama chciałabym
mieć piętnaście lat - powiedziałam szybko, bo czułam się
trochę niezręcznie, omawiając z własną matką walory
fizyczne ledwo odrosłego od ziemi nastolatka. - Teraz idę się
położyć, bo muszę jakoś dojść z tym wszystkim do ładu.
Gdy byłam już w drzwiach, usłyszałam wyraznie, jak
moja mama mruczy pod nosem:  No, no, ale ciasteczko".
Odwróciłam się zszokowana.
- Mamo, mówiłaś coś? - zapytałam z nadzieją, że to moja
zbyt rozbuchana wyobraznia płata mi figle.
- Może zjadłabym ciastko do herbaty - odpowiedziała z
niewinną miną. Zbyt niewinną jak na mój gust.
Rany Julek, świat zwariował! - pomyślałam i poszłam się
położyć. W czasie krótkiej drzemki nękały mnie sny o
Norbercie z twarzą jak herbatnik i mojej mamie, która
usiłowała go włożyć do piekarnika i upiec. Obudziłam się z
niejasnym poczuciem, że zaczynam wariować. Nie muszę
chyba nikogo przekonywać, że nie wpłynęło to na mnie zbyt
pozytywnie. Ale w końcu w sprawie Marysi prosiłam o cud.
No i dostałam coś na jego kształt. Po prostu na przyszłość
muszę zapamiętać, że jak się o coś prosi, trzeba na wszelki
wypadek zadbać o podanie szczegółów. Bo jak się tego nie
zrobi, trzeba brać, co się dostanie, i nie marudzić. W tej
sytuacji jedyne, co mi pozostało, to wzorem córki załatwić
parę kartonowych pudeł i zacząć przygotowywać się do
całkiem nowego życia.
Igor się wściekł. Poinformował mnie o tym dzikim
wrzaskiem, chociaż mógł sobie darować efekty dzwiękowe.
Wystarczyło, że na niego popatrzyłam i wiedziałam, że gdyby
tylko to było możliwe, para buchałaby mu uszami, nozdrzami
i prawdopodobnie zadkiem. Wpadł do moich rodziców
póznym wieczorem i już od progu wrzeszczał, że on sobie nie
pozwoli na takie traktowanie, że żąda, bym natychmiast zeszła
i wszystko wyjaśniła. Zanim znalazłam szlafrok i pantofle,
które zapodziały się wśród licznych pakunków sukcesywnie
przygotowywanych do przeprowadzki, minęła spora chwila i
gdy w końcu pojawiłam się na schodach, Igor nie wrzeszczał
już w próżnię, tylko zajadle kłócił się z moimi rodzicami.
- Twoje niedoczekanie, żebyś mi we własnym domu
rozkazywał, szczeniaku jeden! - usłyszałam podniesiony głos
ojca i czym prędzej poszłam do przedpokoju.
- Jak Maja będzie chciała, to z tobą porozmawia i myślę,
że zwrot  żądam" jest w tym wypadku wysoce nie na miejscu
- pouczyła go mama wyniosłym tonem i poklepała mnie
uspokajająco po ręku.
- A wy mi nie będziecie mówić, co jest na miejscu, a co
nie! - wrzasnął mój niedługo były mąż. - Jak mówię, że
żądam, to żądam! Co to, do cholery, jest, co?! - Tu teatralnie
rzucił w moim kierunku jakieś kartki.
- Zadrukowany papier - odpowiedziałam spokojnie. - A
jeżeli chodzi o dokładniejszą ekspertyzę, to musiałabym na nie
popatrzeć z bliska, więc jeżeli chcesz o tym ze mną
porozmawiać, pozbieraj je i przyjdz do kuchni. Tam na ciebie
poczekam, a ty - zwróciłam się do Marysi, która już od
dłuższego czasu stała przytulona do ściany i wyglądała jak
małe skrzywdzone dziecko - wracaj do pokoju. Nie ma
potrzeby, żebyś słyszała, co tu się zaraz będzie działo.
- Już idę. Tylko właśnie zrozumiałam, że jedynie w
filmach takie sprawy załatwia się z klasą - powiedziała smutno
Marysia i obrzuciła ojca łzawym spojrzeniem. - Babciu,
pójdziesz ze mną?
- Oczywiście, kochanie. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • ftb-team.pev.pl
  •