[ Pobierz całość w formacie PDF ]

woda.
Uspokoiła się, pozwalając by jej stopy ponownie znalazły punkt oparcia. Zwiatło
księżyca było niemal oślepiające, tak jasne, że ledwo widziała gwiazdy.
Wiedziała, że może uciec z łatwością i byłaby głupia, gdyby to zrobiła. Król by ją
jakoś odnalazł. A Chaol zostałby okryty hańbą i zwolniony ze swojego stanowiska.
Księżniczka Nehemia znalazłaby się sam na sam ze swoim kretyńskim towarzystwem i cóż...
Celaena wyprostowała się, uniosła podbródek. Nie uciekłaby od nich jako zwykła
przestępczyni. Stawi im czoło - szczególnie królowi - i zasłuży na wolność w honorowy
sposób. Dlaczego miała rezygnować z darmowego jedzenia i szkolenia jeszcze przez jakiś
czas? Nie wspominając o tym, że musiała zaopatrzyć się w przedmioty niezbędne do ucieczki,
a to może potrwać tydzień. Dlaczego miała się spieszyć?
Celaena wróciła do drzwi podniosła płaszcz. Miała wygrać. I po wygranej, gdyby
chciała uniknąć posłuszeństwa wobec króla& cóż, teraz znała drogę ucieczki.
Jednak Celaena miała trudności ze znalezieniem wyjścia z komnaty.
Była wdzięczna, że w korytarzu panowała cisza, kiedy szła w górę. Mięśnie jej
nóg płonęły od pokonywania tak wielu stopni. To było właściwe.
Wkrótce Celaena znalazła się przed dwoma pozostałymi przejściami.
Co mogłaby w nich znalezć? Straciła zainteresowanie. Lecz zimny wiatr wiał tak
mocno z prawego korytarza, że Cealena przesunęła się o krok. Włoski stanęły jej na
ramionach, kiedy obserwowała, jak płomień świecy wskazuje na korytarz, w którym
panowała ciemność, czarniejsza niż w pozostałych. Wiatr niósł szepty, mówiące do niej w
martwych językach. Zadrżała i postanowiła iść w przeciwnym kierunku - do przejścia
położonego daleko po lewej stronie. Pójście za szeptami w Samhuinn mogło przysporzyć jej
kłopotów.
Pomimo chłodnego wiatru w przejściu było ciepło. Z każdym krokiem na krętych
schodach szepty cichły. Do góry, do góry i do góry, jej ciężki oddech i szuranie butów
stanowiły jedyne dzwięki. Nie było żadnych krętych przejść, lecz tylko jeden korytarz tak
długi, że wydawał się ciągnąć w nieskończoność. Szła nim, powłócząc nogami. Po pewnym
czasie ze zdziwieniem stwierdziła, że słyszy muzykę. Właściwie był to odgłos wielkiego
ucztowania, a przed nią majaczyło złote światło, rzucane przez drzwi lub okno.
Skręciła za róg i podążyła w stronę znacznie mniejszego korytarza. Sufit był tak
niski, że musiała się schylać, idąc w kierunku światła. Nie były to drzwi, nie było to też okno,
tylko raczej brązowa, metalowa kratka. Celaena zamrugała, kiedy spojrzała z góry na
rozświetloną Wielką Salę, w której trwała uczta.
Czy te tunele służyły do szpiegowania? Skrzywiła się na to, co zobaczyła: ponad
setkę ludzi jedzących, śpiewających i tańczących& Był tam Chaol, siedzący obok jakiegoś
starego człowieka, rozmawiający z nim i& on się śmiał? Jego szczęście sprawiło, że
zarumieniła się i odłożyła świecę. Spojrzała na drugą stronę ogromnej sali. Było tam też parę
metalowych krat tuż pod sufitem, choć nie widziała żadnych innych mrużąc oczu spoza ich
ozdobnych okuć.
Celaena przeniosła wzrok na tancerzy. Wśród nich było kilku Czempionów,
wytwornie ubranych, ale nie na tyle, żeby dokładnie ukryć ich nieumiejętność tańca. Nox,
który teraz stał się jej partnerem treningowym również tańczył, być może odrobinę bardziej
elegancko niż inni - choć wciąż było jej żal dam, które tańczyły z nim. Pozostali Mistrzowie
mogli uczestniczyć w uczcie, tylko nie ona? Chwyciła kratkę, przyciskając do niej twarz żeby
lepiej widzieć. Rzeczywiście, przy stołach siedziało ich jeszcze więcej, nawet pryszczaty
Pelor siedziała niedaleko Chaola! Młody chłopak-zabójca! Wyszczerzyła zęby. Jak mogła nie
przyjąć zaproszenia na ucztę? Ucisk w jej piersi nieco zelżał, kiedy nie dostrzegła twarzy
Kaina wśród obecnych. Przynajmniej jego też trzymali zamkniętego w klatce. Zauważyła
następcę tronu, śmiejącego się i tańczącego z jakąś blond idiotką. Chciała go nienawidzić za
to, że nie chciał jej zaprosić; przecież była jego Czempionem! Ale... miała trudności z
odwróceniem od niego wzroku.
Nie miała ochoty z nim rozmawiać. Chciała tylko na niego patrzeć, by zobaczyć ten
niezwykły wdzięk i dobroć w jego oczach, które sprawiły, że powiedziała mu o Samie.
Podczas gdy mógł być pełnokrwistym Havilliard'em, on... Cóż, nadal bardzo
chciałaby go pocałować.
Celaena skrzywiła się, kiedy taniec się skończył i książę pocałował dłoń
blondwłosej kobiety. Odwróciła się od kraty. W tym miejscy kończył się korytarz. Spojrzała
ponownie na ucztę, tylko po to by zobaczyć, jak Chaol wstaje od stołu i zaczyna iść w stronę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • ftb-team.pev.pl
  •