[ Pobierz całość w formacie PDF ]

mary kiedykolwiek go opuszczą.
 Tak, już po wszystkim.
 Nic ci się nie stało? Bardzo się o ciebie mart-
wiłam.
 Ja też się o ciebie martwiłem  odrzekł miękko.
218 Sharon Sala
 Bethany mówiła, że ktoś się włamał do jej domu.
Czy wie, kto to był?
 Nie ma pojęcia. Baliśmy się spać ze strachu, że
ten ktoś może wrócić.
David zawahał się, ale nie mógł zostawić ich
w strachu.
 Powiedz jej, żeby się więcej nie martwiła. On nie
wróci.
 Nie rozumiem  zdziwiła się Cara.  Skąd ty
możesz...  Nagle zrozumiała.  David... mój Boże, czy
chcesz powiedzieć, że...
 Powiedział, że pięknie wyglądasz, kiedy śpisz.
Cara zamilkła, zaskoczona.
 On tu był?
 Czy Tom przypadkiem nie zgubił pistoletu?
 Owszem.
 Chyba go mam. Przywiozę go z powrotem.
 Och, Boże  powtórzyła Cara bezradnie.
 Mam nadzieję, że cię nie dotknął? Nie wyrządził
ci żadnej krzywdy?  dopytywał się David.
 Nie, nie! Mam przecież alarm.
 Wezwij rano elektryka, niech go obejrzy. Przy-
puszczam, że znajdzie jakieś obejście.
 Tak zrobię. Kiedy przyjedziesz do domu?
 Niedługo, kochanie. Niedługo.
 Mam nadzieję, że nie będziesz miał żadnych
kłopotów... chodzi mi o to, że...
Wiedział, o co jej chodzi.
 Nie  odrzekł stanowczo.
 Na pewno?
Tym razem udało mu się uśmiechnąć.
%7łycie po życiu 219
 Na pewno. Mam... zezwolenie... na tego rodzaju
rzeczy.
Po drugiej stronie znów zapadło milczenie. Cara
musiała dopiero przyjąć do wiadomości fakt, że męż-
czyzna, którego kochała, miał pozwolenie na zabija-
nie.
 David?  odezwała się w końcu.
 Tak?
 Bardzo cię kocham.
Przymknął oczy czując, jak wyparowują z niego
resztki gniewu. Dla niej warto było przez to wszystko
przejść.
 Ja też cię kocham  odrzekł miękko.  Czy
wybrałaś już datę ślubu?
 Nie.
 Dlaczego?
 Bo chcę, żebyśmy wybrali ją razem. Zgadzasz
się?
 Oczywiście.
 David?
 Tak, kochanie?
 Tak mi przykro.
Odwrócił się i popatrzył na Zcianę. W zasięgu
wzroku nie było nikogo. %7ładnego śladu świadczącego
o tym, że Frank Wilson kiedykolwiek tu był. A nawet
gdyby istniał jakiś świadek tego, co się zdarzyło, to nie
miałoby żadnego znaczenia. Nie można umrzeć dwa
razy. A nazwisko Franka już było na murze.
 Tak, Cara... mnie też jest przykro.
David wrócił do hotelu już po czwartej rano
220 Sharon Sala
i natychmiast wywiesił na klamce tabliczkę ,,Nie
przeszkadzać,,. Poszedł od razu do łazienki, zrzucił
mokre ubranie i wszedł pod prysznic. Długo stał
zupełnie nieruchomo, opierając się rękami o ścianę,
nadstawiając uniesioną twarz pod silny strumień wo-
dy. W końcu sięgnął po mydło i szampon i szorował
całe ciało, aż skóra zaczęła go piec. Wyczerpany na
ciele i duszy, wyszedł z łazienki, rzucił się na łóżko
i zamknął oczy. Była czwarta trzydzieści rano.
W południe zadzwonił telefon. David obrócił się na
plecy i sięgnął po słuchawkę.
 Chciałbym wyrazić moje współczucie z powodu
tego, co stało się ostatniej nocy.
David rozpoznał głos prezydenta i podniósł się
w łóżku, przecierając oczy.
 Bardzo dziękuję, panie prezydencie. Przepra-
szam, że nie zadzwoniłem zaraz po tym, jak...
 To nie było konieczne. Zawiadomiono mnie.
Zastanawiałem się, czy mógłbyś przyjść do mojego
biura... powiedzmy, około czwartej?
 Dzisiaj?
Prezydent zaśmiał się lekko.
 Dzisiaj, jeśli nie masz nic przeciwko temu.
David przesunął się na brzeg łóżka.
 Oczywiście, panie prezydencie. Przyjdę.
 Dziękuję.  Naraz prezydent dodał:  Już po
wszystkim, prawda, synu?
 A czy kiedykolwiek będzie po wszystkim?  od-
rzekł David z przygnębieniem.
 Popatrz na to inaczej. Każdy z nas niesie swój
krzyż. On należał do ciebie, ale teraz już jest w rękach
%7łycie po życiu 221
Boga.
David dziwnie się czuł słuchając, jak ktoś inny
głośno wypowiada argumenty, którymi sam siebie
próbował przekonać, ale zrobiło mu się nieco lżej na
duchu.
 Tak, panie prezydencie. Ma pan rację.
Znów usłyszał cichy śmiech.
 Oczywiście, że mam rację. Przecież jestem pre-
zydentem. A teraz idz na dobry lunch i pomyśl o tej
pięknej kobiecie, która czeka na ciebie w domu.
David uśmiechnął się na myśl, że ma teraz dom
i rodzinę.
 Pan prezydent może się teraz z panem spotkać.
David podniósł się i wszedł do Owalnego Gabine-
tu. Prezydent wyszedł mu na powitanie z wyciągniętą
ręką.
 Cieszę się, że mogłeś tu przyjść  powiedział,
wskazując mu gestem, by przeszedł do sąsiedniego
pomieszczenia.  Pomyślałem, że tutaj będzie nam
wygodniej. Proszę, usiądz. Napijesz się czegoś? Ka-
wa? Cola?
 Nie, dziękuję panu  odpowiedział David, siada-
jąc. Prezydent przez chwilę przyglądał mu się badaw-
czo. David był mu wdzięczny za to, że prezydent nie
stracił wiary w niego w okresie kryzysu spowodowane-
go przez Franka, ale teraz nie chciał odzywać się
pierwszy. W końcu prezydent pochylił się, opierając
łokcie na kolanach.
 Zasługujesz na medal  powiedział.  A co
najmniej na oficjalne podziękowanie. Ale wiesz, że
222 Sharon Sala
nie dostaniesz jednego ani drugiego  westchnął. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • ftb-team.pev.pl
  •